27 białego miesiąca 2007
Jak "przechlapać" sobie sesję
Kategorie: Ogólne | 19:35:10Swego czasu miałem dość niechlubną posadę kasjera w supermarkecie. Pewnego dnia, siedzę sobie zmęczony i zniechęcony na kasie aż tu podchodzi jakiś facet.
- Dzień dobry - rzucam leniwe pozdrowienie.
- Dzień dobry - odpowiada mężczyzna z dziwnie szerokim uśmiechem na twarzy.
Co gorsza, gdy tylko spoglądałem na niego, jego uśmiech stale się odnawiał, jakby czuł się w obowiązku stale szczerzyć do mnie zęby.
Nie wytrzymałem.
- Czy my się znamy? - zapytałem.
- No ja wiem, nie mamy dużo zajeć na uczelni - sam próbował mnie usprawiedliwić.
I w ten oto sposób zadałem najgłupsze pytanie, jakie można zadać tuż przed sesją wykładowcy, z którym od pół roku mam zajęcia z mikroekonomi.
27 białego miesiąca 2007 o 19:43:00
Też mam wykładowców, których nie widziałem, lub zdarzyło mi się ich widzieć przez połowę jednego wykładu w ciągu semestru. Ale na szczęście mam pewność, że oni też mnie nie znają :D
27 białego miesiąca 2007 o 19:47:07
Zdarza się. Mnie wykładowca oznajmił, że ,,widzi trudności z moim zdaniem egzaminu z jego przedmiotu'', bo nie znalazłem się na liście obecności _na wykładach_ dostateczną liczbę razy. :)
27 białego miesiąca 2007 o 20:36:18
Oj tam, mój przyjaciel ostatnio szedł po wpis z egzaminu, stał przed gabinetem i dzwonił do mnie jak wygląda facet, który miał z nami ten przedmiot :>
Na WNEiZ to normalne chyba ;)
27 białego miesiąca 2007 o 21:04:25
Egzamin na wydziale elektroniki na warszawskiej polibudzie. Pilnuje nas kobieta od ćwiczeń - tą widziałem na kolosach. W pewnym momencie drzwi się otwierają i wchodzi jakiś mężczyzna. Szturcham kolegę - "kto to?".
"Wykładowca" - pada odpowiedź.
I to naprawdę nie jest odosobniony przypadek :)
27 białego miesiąca 2007 o 21:15:51
hahaha z tego co widzę to na studiach zawsze jest smiesznie ;P
27 białego miesiąca 2007 o 23:29:46
U mnie na wydziale krąży taka anegdotka:
Student przychodzi z jakąś sprawą do pokoju doktora B., ale problem jest taki że go nigdy na oczy nie widział. Wchodzi więc do pokoju w którym "mieszka" doktor B., puka i grzecznie pyta czy nie ma przypadkiem doktora B. W pokoju siedziała tylko jedna osoba - dr B. właśnie, ale skąd student miał to wiedzieć, nie? ;) W każdym razie dr B. tak patrzy na studenta, i patrzy i końcu stwierdza: "Nie, nie ma go tutaj, ale przed chwilą był. Niech pan pójdzie ze mną , poszukamy". No i tak sobie chodzili od pokoju do pokoju a dr B. tylko pytał: "Stefan, nie widziałeś B.? Gdzieś tu chodził. Nie, to idę dalej." i wychodził zanim zdumiony Stefan coś powiedział. ;)
28 białego miesiąca 2007 o 13:05:41
na polsl tez!
http://groups.google.pl/group/pl.regionalne.gorny-slask/msg/26f01b31aeb02f2c
[ciach]
Co do Zastawnego to przypomniała mi się fajna historia. Znajomy który nigdy
nie był na wykładzie z fizyki, na koniec semestru musiał zdobyć podpis w
indeksie, przychodzi do pokoju na którym były dwa nazwiska, prof. Zastawny i
dr Jakiś Tam, puka i wchodzi:
Kumpel: Dzień dobry.Czy jest profesor Zastawny?
prof. Zastawny: A co pan chciał?
Kumpel: Chciałem podpis w indeksie
prof. Zastany: Nie profesora nie ma, dzisiaj go jeszcze nie widziałem.
[/ciach]
28 białego miesiąca 2009 o 17:54:50
http://pl.youtube.com/watch?v=qmGVYki-oyQ&NR=1
w czasie sesji;)
26 ciemno zielonego 2009 o 12:34:09
a to świetna gra na czas sesji, pomyśl tylko że przeciwnik to wykładowca http://panikotek.mybrute.com